Mam wrażenie, że w XXI wieku empatia jest na wyginięciu, jak zagrożony gatunek. Zaburzone poczucie bezpieczeństwa, wypatrywanie zagrożenia z każdej strony spowodowało, że człowiek nie potrafi otworzyć się na drugiego człowieka. Gdzie się podziały nasza wrażliwość i tolerancja? Gdzie podziały się nauki, by chłopcy przepuszczali w drzwiach pierwsze dziewczynki, by osobom w podeszłym wieku, niepełnosprawnym i kobietom w ciąży ustępować miejsca w poczekalni, autobusie czy tramwaju? Gdzie potrzeba niesienia bezinteresownej pomocy? Myślę, że moda na równouprawnienie spowodowała odwrotny skutek od zamierzonego. Nie tylko kobiety walczące o równe prawa wobec mężczyzn straciły zwyczajowe prawo do pierwszeństwa, ale też zanikła taka zwykła ludzka wrażliwość. Ma się wrażenie, że ludzie pozakładali klapki na oczy i widzą innych tylko wtedy, gdy tego potrzebują, wtedy jesteśmy kochani sąsiedzi. „Kochani sąsiedzi, było włamanie na ulicy XYZ, czy ktoś ma w okolicy monitoring i posiada nagrania z tamtego momentu?” – takie wpisy znajdziemy często na lokalnych forach. Ale czemu w Internecie? To już nie można zapukać do drzwi sąsiada? Wystarczy spacer po okolicy i wiadomo, kto ma monitoring. A może boimy się usłyszeć „Monitoring, to było sobie zamontować wcześniej” lub „Mądry Polak po szkodzie”?
Niedawno miałam przyjemność jechać po Warszawie komunikacją miejską. Z jednej strony jazda samochodem po centrum miasta i próba znalezienia miejsca parkingowego graniczy z cudem, a z drugiej strony lubię obserwować ludzi. Mam taki nawyk, że na każdym przystanku obserwuję, kto wsiada i jak jest taka potrzeba, to ustępuję miejsca. Nie wiem, czy to wynika z wychowania, czy z empatii, pewnie i z tego i z tego, tak po prostu już mam. Siedzę w połowie wagonu i w pewnym momencie jestem świadkiem takiej sceny. Wchodzi do tramwaju grupa 4 osób tak około siedemdziesiątki, staje w przejściu, tramwaj rusza i za chwilę słychać w całym wagonie komentarz w stronę młodej dziewczyny: „Jak się ma słuchawki na uszach, to już się nie widzi osób, którym należy ustąpić miejsca”. Dziewczyna po tych słowach oczywiście wstała, następnie podziękowała wszystkim za życzliwe słowa, życzyła miłego dnia i wyszła na kolejnym przystanku. W takich momentach zadaję sobie pytanie: czy te uszczypliwe komentarze muszą mieć miejsce?
Przed oczami mam też scenę sprzed wielu lat, również z miejskiego autobusu. To chyba była poranna droga do pracy. Gorąco, duszno, tłoczno, autobus bez klimatyzacji. Wchodzę, zatrzymuje się w przejściu, bo tylko tu jest kawałek miejsca i widzę młodą dziewczynę stojącą przy oknie, która ciężko oddycha i mam wrażenie, że zaraz padnie. Podchodzę do niej i pytam „Źle się czujesz?” Ona tylko kiwa głową. Wiem, że w takich momentach ciężko jest cokolwiek powiedzieć. Podchodzę do pierwszego lepszego chłopaka siedzącego w pobliżu, pukam go w ramię i pytam, czy nie ustąpi dziewczynie miejsca, bo ona zaraz zemdleje. Nie było żadnego problemu. Od niej usłyszałam tylko „dziękuję”. Co by się stało, jakbym nie zareagowała? W takim sytuacjach często mamy tylko kilka sekund. Dziewczyna by zemdlała, autobus trzeba by zatrzymać, wezwać pogotowie, bo takie procedury ma kierowca, i wszyscy pasażerowie byliby spóźnieni.
W zeszłym tygodniu miał miejsce pożar w jednej z naszych wsi. Zauważyłam dym, jak jechałam na umówione spotkanie. Zwolniłam, widzę ogień w lasku oraz żadnych ludzi w pobliżu. Myślę, sezon urlopowy, może mieszkańcy wyjechali. Mam 10 minut do spotkania, więc dzwonię do przyjaciela mieszkającego w pobliżu. „Słuchaj, tutaj w lesie się pali, pojechałbyś i zobaczył, co się dzieje?”. Od niego wpierw usłyszałam „A co mnie to obchodzi…”, ale pojechał, bo jak mówi „nie jestem świnią”. Okazało się, że mieszkańcy domu graniczącego z lasem próbowali sami ugasić pożar, że kobieta nie mogła dodzwonić się po straż pożarną. Znajomy zadzwonił do kolegi strażaka z okolicznej OSP z prośbą o szybką interwencję i sam chwycił za wiadro. Ostatecznie przyjechały trzy zastępy. Pożar udało się zatrzymać, zanim rozprzestrzenił się głębiej w las, na okoliczne łąki lub dotarł do posesji.
W takich sytuacjach nasuwa się pytanie: „A co by było, gdyby?”
Skąd bierze się taka znieczulica wśród ludzi? Czemu tak często słychać „To nie mój interes”? Czy wynika to właśnie z braku empatii, czy bardziej z lęku, że zostanie to źle odebrane, że ludzie pomyślą, iż jesteśmy wścibscy? Kiedyś na hasło „pożar we wsi” zbiegali się wszyscy mieszkańcy z wiadrami, nikt nie oglądał się na drugiego. Potrzeba to mobilizacja. A teraz jak te trzy małpki: nie widzę, nie słyszę, milczę.
A jakie są Wasze doświadczenia z empatią lub jej brakiem?
Share this content:












Opublikuj komentarz