Bezpieczna jazda na rowerze — przemyślenia z codziennych obserwacji

Bezpieczna jazda na rowerze — przemyślenia z codziennych obserwacji

Pogoda sprzyja przemieszczaniu się przy pomocy jednośladów. Coraz więcej można ich spotkać zarówno w dzień, jak i po zmroku, jednak nie zawsze odpowiednio oświetlonych i poruszających się zgodnie z prawem o Ruchu Drogowym. Mowa oczywiście o rowerzystach. Sama też chętnie poruszam się rowerem, kiedy do pokonania są niewielkie odległości. Może jestem osobą „starej” daty, która mając naście lat, zdawała na kartę rowerową, która szanuje przepisy, innych uczestników ruchu drogowego, a którą szlag trafia, gdy patrzę, na co niektórych. Więc z cyklu „to mnie wkurza…”uprzejmie kontynuuję. Czasem mam wrażenie, że co niektórzy cykliści czują się „panami drogi”, jeżdżą tak, jak chcą, a nie jak powinni. 

Nie wiem jakie macie własne doświadczenia, ale u mnie jest cały peleton odczuć, gdzie dominuje złość i strach. Kilka dni temu wracam autem po zmroku i nagle ulicę przecina mi rower-widmo, pojawia się nie wiadomo skąd, bez świateł z przodu, z tyłu. Gdyby nie odblaski przy pedałach byłby zupełnie niewidoczny. A gdzie obowiązkowe wyposażenie roweru w przednie i tylne światło pozycyjne? Rowerzyście poruszającym się po zmroku, nawet w dobrze oświetlonym miejscu, grozi mandat w wysokości 50 zł za brak każdej przepisowej lampki, czyli stówkę powinni mieć zawsze przy sobie. W głowie mam pytanie: Gdzie ci ludzie mają rozum? Przecież w podobnej sytuacji przy zderzeniu z autem rowerzysta nie ma większych szans, a kierowca pozostaje z traumą do końca życia. 

Inną grupą rowerzystów, którzy uważają się za „władców dróg, są sportowcy. Przecież on trenuje do ważnego wyścigu! Tylko czemu po ulicy, a nie po torach wyścigowych? 

Miałam kiedyś taką sytuację. Wracam sobie autem ze sklepu, lokalna droga, ma szerokość może ze 4 metry i jedzie dwóch cyklistów w sportowych koszulkach — środkiem, no bo jak mogłoby być inaczej — jeden obok drugiego (jazda w kolumnie to chyba ujma na honorze) i nie mają zamiaru zjechać na bok. A wyprzedzić ich ni w ząb się nie da, bo za wąsko. W takim przypadku pozostaje klakson. Gdybyście widzieli to grożenie pięścią, za zwrócenie Panom uwagi, którzy, zgodnie z prawem, powinni jeździć w kolumnie i blisko prawej krawędzi pasa ruchu.

I na koniec wisienka na torcie, czyli Ci rowerzyści, którzy zawsze mają pierwszeństwo na drodze oraz wszelkie przepisy w głębokim poważaniu. Jadę sobie kiedyś autem do centrum miasta, czerwone światło — zatrzymuję się. Obok rowerzysta, a raczej dwóch — przynajmniej jadą ścieżką — oni oczywiście nie stają, przecinają skrzyżowanie na czerwonym. Wiecie co najbardziej boli? To, że tym drugim rowerzystą był małoletni syn tego pierwszego. Właśnie ojciec dał piękny przykład synowi jak „prawidłowo” poruszać się po drodze.

Pomijam tych, którzy mimo wyznaczonych ścieżek rowerowych jeżdżą szosą, tych, którzy nie przeprowadzają roweru po pasach, bo szkoda czasu oraz tych, którzy zmęczeni dniem i życiem wracają zygzakiem do domu.

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Jeden komentarz

Piotrek Zwierzyński

Sam korzystam z roweru kiedy to możliwe ale nie rozumiem samozwańczych królów szos 🤷‍♂️

Świetny artykuł!

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.