Solidarność w obliczu katastrofy: Walka z żywiołem i ludzka determinacja

Solidarność w obliczu katastrofy: Walka z żywiołem i ludzka determinacja

To, co się dzieje na południu naszego kraju nie powinno pozostać bez słowa. Człowiek w walce z żywiołem w większości przypadków jest na straconej pozycji. Niestety. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie chciałabym być. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na ewakuację, czy raczej zakasałabym rękawy i wzięła się do pracy. Bardzo możliwe, że i to, i to. Bezpieczeństwo najbliższych, zwłaszcza dzieci, jest zawsze na pierwszym miejscu. A potem powrót, by działać, a nie tylko oglądać obrazki.

Rozumiem osoby, które nie chcą opuszczać swoich domów, tych, którzy mają nadzieję, że wielka fala ich ominie, że co najwyżej liźnie. Rozumiem osoby, które boją się zostawić dobytek swojego życia, którzy nie mają dokąd się udać, którzy biją się z myślami „czy jak to wszystko zostawię, to będę miał do czego wracać?”.

Obrazki zalanych domów do pierwszego piętra są przerażające. Miejscowości, które w ciągu kilku godzin stały się wyspą. Bez prądu, wody pitnej, łączności. Dziś jechałam do pracy warszawskimi ulicami i patrzyłam na przydrożne kamienice. Jaka to musi być olbrzymia ilość wody, by sięgała parapetów pierwszego piętra. Ogrom. Obrazki zniszczeń po powodzi są chyba jeszcze gorsze. Zniszczone domy, sklepy, szkoły, szpitale, drogi,  mosty i można by tak wymieniać w nieskończoność. To tak jakby w jednej chwili umrzeć i ponownie się narodzić — trzeba zacząć wszystko od zera. Pamiętam wypowiedź jednego z mieszkańców „wszystko z domu należałoby wynieść, tylko gdzie?” No właśnie. Nie ma gdzie. Na wywóz zniszczonych mebli i sprzętów jeszcze nie pora. Inny mieszkaniec nie wiadomo czy pół żartem, czy serio skomentował sytuację tak: „Najbardziej żałuję, że zamknąłem dom. Nauczony doświadczeniem z 1997 roku powinienem zostawić drzwi i okna otwarte, żeby wszystko sobie wypłynęło z wodą. Miałbym mniej roboty z wyrzuceniem”. To co robić? Można usiąść i płakać lub wstać, wziąć łopatę czy miotłę w dłoń i zacząć sprzątać. Najgorsza jest bezczynność.

W czasach pokoju ma się wrażenie, że dookoła nas są sami egoiści. W chwili zagrożenia widać, że to nie jest do końca prawda. Polacy potrafią się jednoczyć w sekundę. W momencie kryzysu każde ręce na pokład nawet jak bezpośrednio ich to nie dotyczy. Wszystkie służby państwowe i ochotnicze pracują 24 godziny na dobę. Ludzie zjeżdżają się z całej okolicy do ciężkiej pracy przy umacnianiu wałów i zabezpieczaniu budynków. Dziś w radiu usłyszałam „To chyba adrenalina, by nie jeść, nie pić, nie spać i cały czas działać. Nie wiem, jak ci ludzie funkcjonują”. 

W całym kraju ruszyły zbiórki pomocowe, także w miejscowościach naszej gminy, organizowane m.in. przez szkoły i OSP. Zgodnie z myślą utworu zespołu Hey z 1992 r., który kilka lat później w nowej aranżacji stał się hymnem powodzi tysiąclecia ‘97 „spróbuj uczynić gest, nim uwierzysz, że nic nie warto robić”, pojawiła się również prywatna inicjatywa, związana z faktem, że jest potrzebne wsparcie w zaprzyjaźnionej gminie Lądek-Zdrój. Osoby te zadeklarowały się, że zebrane artykuły będą zawiezione bezpośrednio do mieszkańców zalanych terenów, a nie jak w większości przypadków — do magazynów. To jest wspaniała inicjatywa. Zawsze biorę czynny udział we wszelkich zbiórkach z nadzieją, że sama nigdy nie będę potrzebowała takiej pomocy. A jeżeli już będę… W końcu karma wraca, a nadzieja umiera ostatnia.

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.