Cena postępu: podwyżki i dylematy gminy w obliczu rosnących kosztów

Cena postępu: podwyżki i dylematy gminy w obliczu rosnących kosztów

No i znowu wywołałam burzę, rzecz jasna — słowną. Chodzi oczywiście o temat ostatnich dni, czyli podwyższenie podatków oraz planowanie podwyższenia opłat za wywóz śmieci od nowego roku. Korzystam z demokratycznych przywilejów, czyli wolności wypowiedzi, kiedy tylko nadarza się okazja. Nie każdy musi się ze mną zgadzać. Może nawet lepiej jak ludzie mają różne zdania, a nie tylko podpisują się pod wypowiedzią innych. Część odbiorców ma zdanie podobne do mojego, a inni się ze mną nie zgadzają, a już najczęściej mój mąż, choć to chyba raczej nikogo nie dziwi. W każdym razie bycie obiektywnym w dzisiejszych czasach jest bardzo trudne.

Wszystko drożeje. Jedne podwyżki cieszą, inne trochę mniej.

Najbardziej cieszy podwyżka wynagrodzenia, oczywiście własnego. Pensja minimalna w 2024 roku wzrosła z 3600 zł do ostatecznie 4300 zł, czyli o 700 zł, tj. o prawie 20%. Dobre wieści, choć część społeczeństwa oczekiwałaby zapewne jeszcze wyższych wzrostów.

Wzrost podatków od nieruchomości o 9% – to już niekoniecznie miła wiadomość, a zaplanowany wzrost opłat za śmieci o 8% boli jeszcze bardziej.

O planowanej podwyżce opłat za wywóz odpadów pisałam na forach wielokrotnie. Co mnie oburzyło? Niesprawiedliwość. Pierwsza propozycja obejmowała wyłącznie obniżkę ulgi za kompostowanie. Odebrałam to jako karanie podwyżką tych, którzy nie oddają odpadów bio, tylko zagospodarowują je na własnej posesji. Nie dość, że ludziom ekologia leży na sercu, to jeszcze kulami do nich strzelać. A jak zaproponowano wariant drugi, gdzie podwyższono opłaty wszystkim, bez wyjątku czy mieszkają w bloku, czy w domku, to oburzenie. „Nie zgadzam się na podwyżkę” – krzyczał radny z zegrzyńskiego blokowiska. Choć mowa była o zwiększeniu opłaty o 1 zł na metrze sześciennym wody. On przecież nie kompostuje, to jego podwyżka by nie objęła.

Ostatnio poszło do urzędu pismo o obniżkę diet dla radnych, potem petycja o obniżenie wynagrodzenia burmistrzowi i likwidację inkaso. To chyba bardzo specyficzne dla przeciętnego Polaka. Wszystkim obciąć wynagrodzenia, ale jakby mi chciano zabrać choćby złotówkę, to byłby rumor.

Raczej nie tędy droga. Wszystko drożeje, koszty rozpoczętych w gminie inwestycji również. Zawsze są różne rozwiązania: albo kontynuujemy rozbudowę infrastruktury w naszej okolicy, albo kończymy tylko to, co rozpoczęte i nie przyjmujemy nowych postulatów.

Niedawno w gminnych wsiach dzielone były środki funduszu sołeckiego. Ludzie mają żądania i to nie dziwi: nieutwardzone drogi, brak chodników, latarń, miejsc, gdzie mieszkańcy mogliby się spotykać, a dzieci bawić. Dochodzą jeszcze problemy z wodociągami i kanalizacją. W jednej z wiosek zaproponowane inwestycje kosztowałyby gminę ponad 15 milionów złotych. Nie da się zaspokoić wszystkich potrzeb i zawsze znajdą się zwolennicy i przeciwnicy danych inwestycji, a z drugiej strony świadczy to o tym, jak olbrzymie są potrzeby mieszkańców. Pozostaje zatem jedno pytanie: jak je sfinansować?

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.