Mimo że to dopiero styczeń, na dworze można zaobserwować już pierwsze oznaki wiosny. Z ziemi zaczynają wschodzić przebiśniegi i hiacynty, na różach i bzach pojawiają się pierwsze pączki, a na wierzbach puszą się bazie. Widok, który w poprzednich latach zwiastował marzec, teraz zaskakuje nas w środku zimy. Ale czy rzeczywiście mamy jeszcze zimę?
Przed nami ferie zimowe, a prognozy pogody zapowiadają dwustopniowe temperatury – oczywiście na plusie, nie na minusie. To ciepło rodzi pytania: czy w górach w lutym będzie po czym zjeżdżać na nartach? W zeszłym roku śniegu było w styczniu pod dostatkiem, lecz już w lutym stoki świeciły pustkami, przypominając raczej wiosenne pagórki niż zimowe kurorty. Wygląda na to, że tegoroczna zima ledwie zdążyła się pojawić, a już odchodzi. Tylko co to oznacza dla przyrody i nas samych?
Krótka i łagodna zima nie jest tak dobra, jak mogłoby się wydawać. Z jednej strony mniej śniegu to mniej problemów z odśnieżaniem, cieplejsze dni to oszczędności na ogrzewaniu, a brak mrozu cieszy zmarzluchów. Z drugiej strony, brak śniegu zimą to ryzyko suszy wiosną i latem. Śnieg pełni rolę naturalnego rezerwuaru wody – stopniowo topniejąc, zasila rzeki i nawadnia gleby. Gdy go brakuje, ziemia już na starcie sezonu wegetacyjnego cierpi na niedobór wilgoci.
To jednak niejedyny problem. Mała liczba mroźnych dni oznacza, że wiele szkodników i chorób przetrwa zimę bez większych trudności. Jaja owadów, które normalnie zginęłyby w niskich temperaturach, spokojnie czekają na ciepłą wiosnę. W efekcie już na początku sezonu rolnicy i ogrodnicy muszą zmagać się z plagami, które dawniej pojawiały się znacznie później – jeśli w ogóle.
Wcześniejsza wegetacja roślin to kolejny element układanki. Choć cieszy widok kwitnących drzew czy rozwijających się kwiatów, ich rytm życia nie zawsze idzie w parze z aktywnością owadów zapylających. Jeśli pszczoły, trzmiele i motyle wybudzą się zbyt późno, wiele roślin pozostanie niezapylonych. W konsekwencji w ogrodach i sadach zabraknie owoców, a dzikie rośliny nie będą miały jak się rozmnażać. Do tego mogą dojść jeszcze późne wiosenne przymrozki, nawet w maju – krótkie, ale nagłe uderzenia chłodu, które zniszczą delikatne pąki i młode liście.
Zmiany klimatyczne są coraz bardziej widoczne i dotykają nas na każdym kroku. Styczniowe przebiśniegi, bazie na wierzbach czy brak śniegu na stokach narciarskich to tylko przedsmak tego, co nas czeka, jeśli nie zatrzymamy tej spirali. Natura daje nam sygnały ostrzegawcze – pytanie, czy jesteśmy gotowi je zauważyć i coś z nimi zrobić? Przyroda ma niezwykłą zdolność regeneracji – musimy jej tylko na to pozwolić. Dbanie o równowagę w środowisku naturalnym to troska nie tylko o nas samych, ale także o przyszłe pokolenia. Jeśli dziś zaczniemy działać, może w przyszłości przebiśniegi znów będą kwitły w marcu, a zimowe ferie będą kojarzyć się z białymi stokami i trzaskającym mrozem.












Opublikuj komentarz