Dzisiaj, tuż przed godziną trzynastą, na profilu facebookowym „Klub Radnych z Sercem dla Mieszkańców” pojawił się następujący wpis:
„✍️ Przewodnicząca klubu złożyła wczoraj w urzędzie projekt uchwały zmieniającej uchwałę w sprawie zasad określających wysokość przysługujących diet oraz zwrotu kosztów podróży służbowych dla radnych Rady Miejskiej w Serocku.
Gwoli wyjaśnienia – obniżenie diet o 10% wartości 2,4-krotności kwoty bazowej skutkować będzie ich redukcją o około 15%.
Postulat obniżenia diet wybrzmiewał podczas kampanii i był często przywoływany w dyskusjach.
Biorąc pod uwagę ogrom wyzwań stojących przed gminą, uważamy, że obecne diety są zbyt wysokie.”



O ile realizacja przedwyborczych postulatów, które w pewnym stopniu przyczyniły się do zdobycia sympatii wyborców, ich głosów, a w konsekwencji mandatu radnego, jest czymś słusznym i trudno z tym dyskutować, o tyle zastanawiający jest timing złożenia owego projektu.
Dzieje się to przecież nieco ponad tydzień po głośnym odwołaniu radnej Małgorzaty Topczewskiej z funkcji przewodniczącej komisji finansów – co było efektem domina, zapoczątkowanym przez odejście radnej Iwony Kolon-Pierzchały z „Klubu Radnych z Sercem dla Mieszkańców” oraz wcześniejszego osłabienia klubu przez odejście z niego radnej Magdaleny Jakubowskiej Gniadek.

Do czego zmierzam? Mając dotychczas realną większość (choć, jak słusznie zauważył wójt gminy Wieliszew, Paweł Kownacki: „w przypadku wyborów większościowych mandat zasadniczo zdobywa radny za swoje nazwisko, a nie za brand komitetu, jak to częściej bywa w wyborach proporcjonalnych” – więc od początku do końca kadencji każdy radny powinien pracować na własne konto), klub nie zdecydował się na złożenie stosownego projektu uchwały, mimo że wówczas mógłby go bezproblemowo przegłosować.
W obecnej sytuacji wygląda to trochę jak odwet na radnych „konkurencyjnego” komitetu za wspomniane odwołanie, próba przerzucenia odpowiedzialności na ich stronę oraz stworzenia kolejnej rysy na ich wizerunku, pokerowe „sprawdzam”. Choć z drugiej strony jak mówi powiedzenie „Watykańskie młyny mielą powoli, ale jednak mielą”, to może jest i tak u nas. Zatem niech mielą, byle skutecznie.
Czy tak rzeczywiście jest? Z pewnością usłyszę odpowiedź, że takich projektów nie pisze się na kolanie i potrzeba na to czasu – i trudno się z tym nie zgodzić. Ja natomiast z ciekawością będę śledził dalszy rozwój sytuacji i na bieżąco informował Was, drodzy czytelnicy.
Gruszki na wierzbie: obietnice wyborcze po wyborach – infoSerock.pl
Share this content:











Opublikuj komentarz