Mieszkanie, kariera… a gdzie dzieci?

Brzuch kobiety w ciąży, z tyłu przebłysk słońca

Mieszkanie, kariera… a gdzie dzieci?

Od wielu lat słyszymy, że musimy nauczyć się oszczędzać, bo grożą nam głodowe emerytury. Niestety, wszystkie ptaszki ćwierkają, że Polska jest krajem starzejącym się, z ujemnym przyrostem demograficznym od kilku lat. Niedługo będziemy gatunkiem zagrożonym. Szacuje się, że za 75 lat z kraju liczącego prawie 40 milionów mieszkańców pozostanie około 20 milionów. I co wtedy? Czy jesteśmy gotowi na świat, w którym młodych ludzi będzie jak na lekarstwo, a społeczeństwo zamieni się w dom spokojnej starości?

Ostatnie informacje o sytuacji demograficznej w naszym kraju wskazują, że w 2023 roku zmarło o 130 tys. osób więcej, niż się urodziło, a w 2024 – o 150 tys. Są miejscowości w Polsce, w których gęstość zaludnienia jest bardzo niewielka: 4 osoby na 1 km² w gminie Lutowiska czy 5 osób na 1 km² w gminie Cisna w województwie podkarpackim. Opuszczone domy, wyludnione ulice i coraz więcej pustych miejsc w szkołach. Czy to obraz przyszłości, który nas czeka? 

Nasza gmina Serock od dłuższego czasu cieszy się wzrostem liczby ludności. Przy liczbie mieszkańców przekraczającej 16 tys. możemy pochwalić się gęstością zaludnienia wynoszącą ponad 145 osób na 1 km². To znacząca liczba, biorąc pod uwagę fakt, iż jesteśmy gminą miejsko-wiejską, z przeważającą zabudową jednorodzinną. Takie tendencje widać w większości gmin wchodzących w skład lub graniczących z dużymi aglomeracjami miejskimi, gdzie nie ma problemów z pracą, zarobki są zadowalające, a dojazd do większego miasta jest do zniesienia. 

Nie zmienia to faktu, że jesteśmy społeczeństwem starzejącym się, w którym co dziesiąta osoba jest w wieku emerytalnym. Każdego roku podawana jest do wiadomości publicznej liczba zamykanych placówek oświatowych ze względu na brak uczniów. Coraz więcej małych szkół ma klasy łączone, do których uczęszczają dzieci w różnym wieku. Tak, młodych jest coraz mniej, a starszych coraz więcej. A kto będzie pracował na nasze emerytury? A może nie będzie emerytur? Ile człowieku sam zaoszczędzisz, tyle będziesz miał lub czeka ciebie praca do końca życia. Powinniśmy się zacząć zastanawiać nad tym, co tak naprawdę blokuje Polaków przed powiększaniem rodziny.

Od wielu lat widzimy rozwój polityki prorodzinnej. Rząd przygotowuje programy pozwalające łączyć macierzyństwo z pracą, oferuje ulgi prorodzinne i wspiera zapłodnienie in vitro. Niestety, statystyki pokazują, że nie przynosi to oczekiwanych rezultatów. W czym tkwi problem?

W człowieku.

Aby utrzymać “zerowy” bilans demograficzny, każda para powinna mieć dwójkę dzieci, a aby przyrost był dodatni – więcej. Celowo nie użyłam słowa “małżeństwo”. Coraz częściej spotykamy tzw. wolne związki. To wybór tych ludzi. Problem pojawia się, gdy na świat przyjdzie potomek, a przy rozliczaniu PIT okazuje się, że zarobki przekraczają limit pozwalający na skorzystanie z ulgi na dziecko. Partner nie pracuje i nie jest małżonkiem, więc nie można się wspólnie rozliczyć. Cóż, life is brutal. W przyszłym roku czeka wycieczka do urzędu cywilnego lub decyzja o drugim dziecku, bo wtedy limit już nie obowiązuje. Zawsze istnieje jakieś rozwiązanie. Dla demografii to drugie jest bardziej korzystne. 

Każdy z nas ma wielu znajomych. Rozejrzyjmy się dookoła. Ile par ma dwójkę lub więcej dzieci? Ile ma jedno? A ile nadal się nie zdecydowało? Kobieta własnej biologii nie oszuka. Nie bez powodu mówi się, że kobieta powinna urodzić pierwsze dziecko przed 25. rokiem życia, a po 30. roku wzrasta ryzyko urodzenia dziecka z wadą genetyczną – jeśli w ogóle uda się zajść w ciążę. I tu zaczynają się kolejne dylematy – kariera czy dziecko? Stabilność finansowa czy pieluchy i nieprzespane noce? Każdy wybór ma swoją cenę.

Kiedyś usłyszałam, że dzieci najlepiej rodzić na studiach. W końcu istnieje taka instytucja jak urlop dziekański – można odchować maluchy i będąc jeszcze młodym, korzystać z życia. Niestety, coraz więcej par decyduje się na późne macierzyństwo. Może w ten sposób szukają drugiej młodości?

Mi, a raczej nam, udało się osiągnąć ten “zerowy” bilans demograficzny, choć nie obyło się bez problemów, mimo iż pierwsze dziecko przyszło na świat, zanim skończyłam 30 lat. Na stabilne zatrudnienie i pełny etat poczekałam, aż syn poszedł do przedszkola. To była nasza wspólna decyzja i słuszna. Ale nie każdy ma taką możliwość, nie każdy ma wsparcie, nie każdy ma odwagę.

Bardzo dobrze rozumiem młodych ludzi, którzy chcą mieć stabilną sytuację życiową: wykształcenie, pracę w pełnym wymiarze, porządne zarobki i własne cztery kąty. Stawiają te wartości wyżej niż rodzinę i potomstwo. Niestety, gdy już osiągną ten pierwotnie założony cel, często okazuje się, że przegrali z naturą. Ten piękny dom, to wymarzone mieszkanie – nie będzie dla kogo zostawić. Żadne programy rządowe nie pomogą. To zależy wyłącznie od ustalenia priorytetów. A może to kwestia braku wzorców, złych doświadczeń, lęków wyniesionych z dzieciństwa? Każdy ma swoją historię. Każdy ma swoje powody. Tylko co będzie dalej? A może po prostu pewnych genów nie powinno się replikować?

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.