Czy można efektywnie podejmować decyzje po kilkunastu godzinach obrad? Ostatnie ośmiogodzinne posiedzenie Rady Miejskiej nasuwa wiele pytań i spostrzeżeń natury społecznej. W sesjach uczestniczą nie tylko radni, ale także pracownicy urzędu, którzy najczęściej już od ósmej rano wykonują swoje obowiązki. Jakiś czas temu pojawiła się sugestia, by w pierwszej kolejności rozpatrywać uchwały wymagające obecności urzędników, aby mogli oni jak najszybciej wrócić do domu. Tym razem jednak rzeczywistość wyglądała inaczej.
Osiem godzin pracy plus osiem nadgodzin – czy następnego dnia urzędnicy pojawili się w pracy na godzinę 8:00? Zgodnie z Kodeksem pracy każdemu pracownikowi przysługuje co najmniej jedenastogodzinny, nieprzerwany odpoczynek dobowy. W przypadku tak długiego posiedzenia istniało ryzyko naruszenia przepisów dotyczących czasu pracy, jeśli urzędnicy zostali zobowiązani do rozpoczęcia kolejnego dnia roboczego o standardowej godzinie.
Oprócz urzędników i radnych w sesjach uczestniczą także sołtysi z różnych wsi oraz mieszkańcy, którzy przychodzą ze swoimi postulatami, chcą zabrać głos lub po prostu posłuchać przebiegu obrad. Podczas pierwszej przerwy uczestnicy opuścili salę, aby rozprostować nogi. Jak dowiedziałam się od jednej z pań sołtys – i podobno nie jest to pierwszy raz – wówczas poinformowano ich, że dalsze obrady mogą śledzić jedynie z korytarza i wrócą na salę dopiero na punkt dotyczący „wolnych wniosków”, gdy będą mogli zabrać głos. Z czego wynikało takie postanowienie? Prawdopodobnie chodziło o ograniczoną liczbę miejsc, bo raczej nie o kwestię kultury osobistej. Moja rozmówczyni poczuła się jak niepotrzebny śmieć – a w końcu jest przedstawicielem swojej społeczności wybraną w demokratycznych wyborach. Jeden z mieszkańców skomentował, że na sali panuje ścisk – „jak śledzie w puszce” – jest bardzo ciasno i duszno. Podczas obrad zauważyłam, jak jeden z radnych podszedł do okna, aby wpuścić nieco świeżego powietrza.
Na stołach można było zobaczyć głównie termosy z kawą i herbatą oraz wodę, z których korzystali uczestnicy obrad. Wiedząc, że w porządku obrad są aż 33 punkty, można było przewidzieć, że spotkanie potrwa wiele godzin – warto więc zadbać o jakiekolwiek przekąski. W innych miastach niektóre rady miejskie wprowadzają przerwy obiadowe lub organizują catering dla uczestników, aby zapewnić im komfort pracy. Przykładem może być samorząd w Poznaniu, gdzie podczas wielogodzinnych sesji dostępne są drobne posiłki dla radnych i pracowników typu ciastka lub kanapki. Podobne rozwiązania funkcjonują także w niektórych urzędach wojewódzkich, gdzie długie obrady wymagają odpowiedniego zaplecza gastronomicznego. Co prawda serockie posiedzenia rzadko trwają dłużej niż pięć godzin, jednak tym razem przeciągnęły się niemal do ośmiu.
Wyobrażacie sobie siedzieć na zebraniu w pracy lub szkoleniu przez tyle godzin, mając do dyspozycji jedynie kubek kawy albo szklankę wody? Osiem godzin bez jedzenia to jak maraton bez wody – człowiek może i dotrwa do końca, ale w jakim stanie? A może trzeba ze sobą pakować kanapki, jak do szkolnego plecaka? Idąc na zebranie szkolne, wychowawca często sugeruje: „Przynieście następnym razem jakieś ciastka, pączki, posiedzimy w towarzyskiej atmosferze, porozmawiamy – będzie milej”.
A może urząd czeka na inicjatywę radnych? Następnym razem mogliby przynieść coś do jedzenia, by nie siedzieć tyle godzin o pustym żołądku. To nie jest duży koszt, nawet jeśli trzeba zapłacić z własnej kieszeni. A może uczestnicy po czterech godzinach widząc, że nie doszli nawet do połowy zaplanowanych punktów, powinni po prostu zamówić pizzę? W pracy zapewne tak byśmy zrobili, pracując w nadgodzinach – ale to urząd, nie korporacja. Atmosfera była mało towarzyska – a szkoda.
Posiedzenie zakończyło się niemal o 23:00. Dodatek za pracę w nocy tym razem należy się bezprecedensowo. Jeszcze godzina i na stołach powinny pojawić się pączki – nazajutrz był Tłusty Czwartek.












Opublikuj komentarz