Koniec bezkarności hejterów czy koniec prywatności w sieci?

Mężczyzna trzymający kartkę z napisem Hate is a Virus

Koniec bezkarności hejterów czy koniec prywatności w sieci?

W Sejmie trwają prace legislacyjne nad dodaniem do Kodeksu postępowania cywilnego nowego artykułu dotyczącego postępowania w sprawie ochrony dóbr osobistych przeciwko osobom o nieznanej tożsamości w przypadku, gdy do naruszenia dóbr doszło drogą elektroniczną. W skrócie i po ludzku – walka z hejtem w Internecie, szczególnie z anonimowymi wpisami. To jest główny cel tych zmian prawnych.

Każdy, kto doświadczył anonimowych przykrych wpisów sieci na swój temat, dobrze wie, jak trudno jest z tym walczyć. Według badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, aż 58% nastolatków w Polsce doświadczyło przemocy w Internecie. Dla wielu z nich to impuls do targnięcia się na swoje życie, które często kończy się tragicznie. Raport organizacji HateLab wskazuje, że tylko około 20% zgłoszeń dotyczących mowy nienawiści w sieci kończy się realnymi konsekwencjami dla sprawców. W praktyce wiele spraw zostaje umorzonych, a identyfikacja autorów hejterskich treści okazuje się niemal niemożliwa. Sama doświadczyłam takiej sytuacji – sprawa w sądzie została umorzona, ponieważ nie udało się ustalić autora wpisu. Pomijam fakt, że najpierw to sąd sugerował, bym rzucała nazwiskami potencjalnych sprawców. Po co? By znów ktoś mnie oskarżał o pomówienia? Wystarczyło to, co już zaistniało w sieci. Jedyne, co udało się osiągnąć, to usunięcie negatywnych wpisów przez administratora portalu.

Skala hejtu rośnie z roku na rok, mimo że ciągle powtarza się, iż w Internecie nikt nie jest anonimowy. Niestety, w wielu przypadkach okazuje się, że jednak anonimowość nadal istnieje.

Dostawcy usług telekomunikacyjnych przechowują informacje o adresach IP urządzeń przez rok, a sprawy sądowe ciągną się latami. W moim przypadku do dostawcy usług trafił nakaz wskazania IP, a mimo to nic z tego nie wynikło. “Nie udało się wskazać sprawcy” – i tyle. Było, minęło.

Więc co w takim razie ma wnieść ów “ślepy pozew”? Czy uderzy w hejterów, czy raczej w dostawców usług, czyli właścicieli i administratorów portali społecznościowych?

Niestety, bardziej w tych drugich niż w tych pierwszych. Ustawa przewiduje, że dostawca usług internetowych lub telekomunikacyjnych będzie miał tylko 7 dni na ujawnienie autora wpisu. Jeżeli tego nie zrobi, grożą mu wysokie kary finansowe, z których najniższa wynosi 100 tys. zł. Żaden przedsiębiorca nie pozwoli sobie na takie wydatki. Jakie będą tego konsekwencje?

Przeciętni internauci mogą odczuć nowe regulacje poprzez zwiększoną kontrolę i możliwe ograniczenia w zakładaniu kont na portalach społecznościowych. Być może konieczne będzie podanie większej ilości danych osobowych: PESEL, numer dowodu osobistego, paszportu czy dokładny adresu zamieszkania. A może nawet potwierdzenie danych przez bank, jak przy zakładaniu konta w mObywatelu? Rodzi to pytania o bezpieczeństwo tych informacji i możliwość ich wycieku. Ponadto, pojawiają się obawy dotyczące ewentualnego nadużywania nowych przepisów przez osoby próbujące uciszyć krytykę lub nieprzychylne komentarze pod pretekstem ochrony dóbr osobistych. Naturalne jest, że użytkownicy obawiają się ujawniania swoich danych osobowych. Czy to może oznaczać koniec portali społecznościowych? Bo na pewno koniec “lewych” kont. Z drugiej strony, wprowadzenie takiej procedury może okazać się skutecznym środkiem odstraszającym dla hejterów, którzy do tej pory czuli się bezkarni dzięki anonimowości.

Mniej pesymistyczne scenariusze zakładają zastosowanie automatycznych filtrów antyhejterskich wykorzystujących sztuczną inteligencję. Systemy oparte na SI analizują treści w czasie rzeczywistym, identyfikując potencjalnie obraźliwe lub agresywne sformułowania. Jednak ich skuteczność nie jest doskonała – mogą popełniać błędy, usuwając niewinne komentarze, a pomijając treści, które faktycznie są obraźliwe. Ostateczna weryfikacja nadal będzie wymagać interwencji człowieka. Czy cenzura powróci? A gdzie wolność słowa?

Jak potoczą się sprawy? Reakcje na zmiany prawne mogą być różne w zależności od grupy społecznej. Przeciętni użytkownicy internetu mogą obawiać się większej kontroli i ograniczenia swobody wypowiedzi, zwłaszcza jeśli moderacja stanie się bardziej restrykcyjna. Przedsiębiorcy prowadzący portale społecznościowe będą musieli dostosować swoje systemy do nowych regulacji, co może oznaczać dodatkowe koszty i ryzyko wysokich kar za niedopełnienie obowiązków. Z kolei prawnicy i specjaliści ds. ochrony danych osobowych mogą spodziewać się większej liczby spraw związanych z nadużyciami nowych przepisów oraz sporów o granice wolności słowa. Czy te regulacje rzeczywiście ograniczą hejt, czy raczej wygenerują nowe problemy prawne i technologiczne? Należy uważnie śledzić rozwój sytuacji. Dostawcy usług będą mieli 12 miesięcy na dostosowanie swoich systemów do nowych przepisów, jeśli te wejdą w życie. Jaką ścieżkę obiorą? Jak duży rygor zastosują? A może już teraz zaczną wprowadzać zmiany mające na celu zmniejszenie skali hejtu? Bo o całkowitą eliminację będzie raczej trudno.

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.