Patodeweloperka po polsku.

wielopiętrowy hotel wyglądający jak zlepek domów jednorodzinnych

Patodeweloperka po polsku.

Żyjemy w kraju absurdów. W państwie, w którym nikt przecież nie powie, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”. Gdzie prawo pisze się na kolanie, a każdy interpretuje je, jak chce – byle z korzyścią dla siebie.

Co jakiś czas zmienia się władza, która za priorytet obiera „naprawę błędów” poprzedników. I co z tego wychodzi? To, co zwykle. Jedno naprawią, drugie spier… to znaczy – zepsują. A potem przyjdą kolejni i ta karuzela absurdów kręci się dalej.

Mądra głowa lukę prawną zawsze znajdzie, a mam wrażenie, że deweloperzy osiągnęli w tym mistrzostwo. Patodeweloperka króluje wszem i wobec – o czym przekonuje się na własnej skórze wójt gminy Wieliszew.

Legionowska spółka, zajmująca się głównie budownictwem wielomieszkaniowym, wpadła na pomysł postawienia „domu jednorodzinnego dwulokalowego” na nabytym gruncie – bo tak przewiduje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Wszystko zgodnie z obowiązującym prawem.

Co w tej budowli dziwnego? Przecież to tylko 1500 metrów kwadratowych powierzchni, trzy piętra, piętnaście sypialni z łazienkami, gabinet, pralnia z suszarnią, spiżarnia… Szkoda, że nie ma jeszcze podziemnego garażu. W razie czego sąsiedzi mieliby blisko do schronu. W końcu nikt nie zabrania stawiać willi na peryferiach Warszawy. Zapewne zapomniano wspomnieć o obszernym holu z recepcją i szyldzie przed wejściem “Apartamentowiec Jednorodzinny 2.0”.

A co potem? Teoretycznie inwestor może wystąpić o zmianę sposobu użytkowania obiektu. Prawo tego nie zabrania. A skoro nie zabrania – to pozwala. I tak nagle w miejscu willi wyrasta nielegalny hostel albo 15 mieszkań na wynajem krótkoterminowy formalnie z papierami w porządku, ale ze zdrowym rozsądkiem w rozsypce. Fakt, że na takie przekształcenie musi wyrazić zgodę wójt lub burmistrz. Tyle że włodarz Wieliszewa nie wiem, czy by się na to zdecydował, gdyż bacznie przygląda się niepożądanej inwestycji i jest w stałym kontakcie z inspektorem nadzoru budowlanego.

Ludzie obawiają się, że to będzie kolejny blok mieszkalny. Może hotel. A w najgorszym przypadku – burdel. Dom uciech publicznych z widokiem na kościelną dzwonnicę. No bo czy prawo tego zabrania? A może to tylko kwestia nazewnictwa?

Ostatnio przecież wrzały media w sprawie komórki lokatorskiej przekształconej na mikrokawalerkę. Na sześciu metrach kwadratowych upchnięto kuchnię, łazienkę i sypialnię. Za chwilę będziemy słyszeć, że prysznic w szafie i kuchenka na parapecie to innowacja, a nie patologia. Jak Polak chce, to potrafi. A dziurawe prawo łata się bardzo powoli. I często – zanim naszyje się łatkę na jednej nogawce, to na drugiej pojawia się kolejna dziura.

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.