Obawiamy się nowości i zmian, boimy się tego, co niespodziewane. Lęk wzbudzają w nas zwłaszcza obcy znajdujący się w naszym otoczeniu – ludzie, których nie zapraszaliśmy do swojego środowiska, a których przyprowadził często okrutny los.
Kiedy rozpoczęła się wojna w Ukrainie, miliony migrantów przybyło do naszego kraju w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Wielu z nas wówczas nie zastanawiało się specjalnie nad potencjalnymi zagrożeniami. Otworzyliśmy dla nich serca, mieszkania i portfele. Pokazaliśmy, że choć może nie jesteśmy najbogatszym narodem, to jednak tolerancyjnym i gotowym do niesienia pomocy – każdy na miarę swoich możliwości.
Wtedy pomyślałam, że kiedyś nasi przodkowie również uciekali przed wojną, że jako społeczeństwo przez 123 lata pozbawione własnego państwa znamy dobrze ten ból oraz lęk o życie swoje i bliskich. Modliłam się wówczas – pewnie nie tylko ja – by nigdy nie doświadczyć tego samego.
Od tamtego momentu minęły już trzy lata. Do ukraińskich rodzin zdążyliśmy się przyzwyczaić. Jak długo z nami zostaną i czy zechcą wrócić do swojego kraju, by odbudować swoje domy? Czas pokaże.
Teraz nagle pojawia się kolejny medialny szum wokół relokacji migrantów. Tym razem jednak nie mówi się już o pomocy czy otwartych sercach dla potrzebujących. Przedstawia się ich w najgorszym możliwym świetle – jako złodziei, gwałcicieli i morderców. Nie traktuje się tych ludzi jako osób uciekających przed wojną czy głodem, lecz jako zagrożenie, które przyjdzie zniszczyć nasze życie. Skąd ta nagła zmiana? Czym różni się uchodźca zza wschodniej granicy od tego z południowej? Czy ukraińska matka z dzieckiem potrzebuje innej opieki niż matka syryjska lub afrykańska? Czy ta druga już nie zasługuje na ciepły kąt i posiłek, a jej dziecko na bezpieczne miejsce do zabawy?
Mówi się, że media są czwartą władzą, ponieważ od ich przekazu w dużej mierze zależą nastroje społeczne. Forma oraz treść medialnych komunikatów kształtują nasze poglądy na określone sprawy. Czy niedaleka przecież historia nie nauczyła nas, że stawianie gett nie rozwiązuje żadnych problemów? Dlaczego mówi się, że ośrodki dla uchodźców są złem? A może są one dla tych ludzi szansą na nowe, lepsze życie? Może są szansą również dla nas?
Ostatnie wskaźniki demograficzne jasno pokazują, że Polska jest krajem starzejącym się. Dzietność systematycznie maleje. Już za kilka lat może się okazać, że migranci będą jedyną szansą na utrzymanie rozwoju gospodarczego kraju. Już teraz w wielu branżach odczuwalne są braki kadrowe. Ilu obcokrajowców pracuje w polskich firmach tylko dlatego, że na krajowym rynku zwyczajnie brakuje rąk do pracy?
Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czasem warto stanąć po drugiej stronie barykady, spojrzeć dalej niż tylko na własne podwórko i dostrzec po prostu drugiego człowieka. Warto pamiętać, że otwierając się na innych, możemy odnaleźć coś, czego sami nawet nie szukaliśmy – nowe przyjaźnie, cenne doświadczenia, a także lekcje o samych sobie. W historii naszego narodu niejeden raz okazywało się, że właśnie dzięki otwartości i solidarności pokonywaliśmy trudne chwile. Być może właśnie teraz, w obliczu kolejnych migracyjnych wyzwań, mamy szansę na to, by pokazać, kim naprawdę jesteśmy – społeczeństwem świadomym, odpowiedzialnym i dojrzałym. Przyszłość należy bowiem do tych, którzy potrafią patrzeć dalej, niż dyktuje im strach. Otwórzmy zatem oczy i serca, by nie przegapić szansy, jaką przynosi nam spotkanie z drugim człowiekiem.












Opublikuj komentarz