Wielkanoc to nie tylko najważniejsze święto chrześcijan, ale i czas pełen symboli, kolorów, zapachów i rodzinnych rytuałów. To upamiętnienie zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Wypada zawsze w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, a przygotowania zaczynają się już kilka dni, a czasem i tygodni wcześniej.
I nie chodzi tylko o wiosenne porządki, których – rzecz jasna – nie może zabraknąć. Jak żartobliwie widać na internetowych memach: w piekle smażą się ci, co nie umyli okien na święta. Sprzątanie domowych izb oraz obejścia – czyli podwórza – wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich i miało symbolizować wypędzanie złych duchów po zimie. Dawniej wiosna była tym momentem, gdy szorowano podłogi, ławy, stoły, a nawet bielono ściany. „Bielono” – dla mniej zorientowanych – to po prostu malowano, najczęściej wapnem na biało (stąd nazwa), bo farby nie były powszechnie dostępne.
Zanim jeszcze kurz zostanie zgarnięty z szafek, w niektórych domach już marynują się mięsa na wędzonki: szynki, schaby, balerony i boczki. W zalewie muszą poleżeć kilkanaście dni, by w wielkim tygodniu zapach wędzenia rozchodził się po okolicy. Bo co to za święta bez świeżutkiej, swojskiej wędlinki?
Gdy Chrystus wjeżdżał na osiołku do Jerozolimy, witano Go zielonymi gałązkami palmowymi. Nadal w niektórych domach symboliczne palmy wykonuje się samemu, choć większość woli kupić gotowe – w sklepie lub na bazarku. Palma powinna być zrobiona z zielonych gałązek bukszpanu, wierzbowych bazi, suszonych lub papierowych kwiatów oraz traw. Całość ozdobiona kolorowymi wstążkami. Palma oznacza duchowe odrodzenie, wiosenną nadzieję i triumf życia. Poświęcona w kościele, powinna następnie przeleżeć cały rok za świętym obrazem. Co później z nią zrobić? Poświęconych rzeczy nie należy wyrzucać do kosza. U nas zeszłoroczne palmy zawozi się na cmentarz i kładzie na grobach bliskich. W innych rejonach – się je spala.
Nie można wyobrazić sobie świąt bez kolorowych jaj. Najczęściej kupujemy w sklepach gotowe barwniki spożywcze lub owijki termokurczliwe – wygoda. W dzieciństwie jajka malowałam farbami plakatowymi, a teraz malują moje dzieci. Może to nie jest wybitne dzieło sztuki, ale liczy się czas spędzony z rodziną.
Mówi się, że co kraj to obyczaj, ale w Polsce – to nawet co region, to inny zwyczaj. Zwłaszcza jeśli chodzi o ozdabianie ugotowanych jajek lub wydmuszek (te drugie postoją znacznie dłużej). Na Podlasiu i Lubelszczyźnie tradycyjnie wykonuje się pisanki – najpierw maluje się wzory, najczęściej roślinne lub geometryczne, rozgrzanym woskiem, a następnie gotowe zanurza się najlepiej w naturalnym barwniku, którym mogą być: łupiny cebuli, kora dębowa, burak, trawa, rumianek czy liście czerwonej kapusty. Na Śląsku, Kujawach i w Wielkopolsce wykonuje się kraszanki – nadaje się im kolor, a czasem dodatkowo ostrym nożykiem wyskrobuje się wzorki. Klasyczne drapanki (igłą lub nożykiem) znacznie częściej można znaleźć w Małopolsce i na Śląsku – cieszą oko, ale są bardzo czasochłonne. Na Rzeszowszczyźnie jajka ozdabia się, naklejając wycinanki z kolorowego papieru, tkanin lub bibuły – często z ludowymi motywami. W Łowiczu i na Kurpiach okleja się je paskami włóczki, sitowia, słomy lub papieru – wyglądają wtedy jak zabawki.
Pomalowane jajka, jako symbol nowego i odrodzonego życia, oczywiście trafią do wielkanocnego koszyczka. Co jeszcze powinno się w nim znaleźć? Chleb, który nawiązuje do Eucharystii i duchowego pokarmu, mięso, jako symbol zamożności i dobrobytu, chrzan oznaczający siłę i zdrowie oraz obowiązkowo sól i pieprz, które mają chronić przed zepsuciem (nie tylko jedzenia). Do koszyka co roku wkładam jeszcze słodkiego baranka – na pamiątkę Jezusa – oraz kawałek babki wielkanocnej, która symbolizuje radość, życie i zmartwychwstanie. U mnie nie, ale są miejsca, gdzie do koszyka trafia także masło – często w kształcie baranka lub kaczuszki – na znak błogosławieństwa i obfitości.
W mojej rodzinie powrót z wyświęconymi pokarmami symbolizuje koniec postu. Przekracza się próg domu ze słowami: „święcone w domu, robactwo z domu”. Koszyk należy postawić w jednym miejscu i nie wolno go przestawiać aż do niedzielnego śniadania. Dlaczego? Jakoś nikt nie potrafi tego wytłumaczyć. A nawet jeśli nikt nie wie, czemu nie wolno ruszać koszyka – to i tak nikt nie odważy się go przestawić. Tradycja rzecz święta.












Opublikuj komentarz