Nie ma już świętości…

pożar

Nie ma już świętości…

„Jadą czterej jeźdźcy, jadą (…)
Pierwszy niesie Ci głód
Nie będziesz już nigdy syty (…)
Drugi niesie Ci wojnę
Wojnę wokół całego Ciebie (…)
Trzeci niesie Ci śmierć
Śmierć duszy Twej i Twego ciała.”

Nie bez powodu zaczynam od słów Kazika. Gdy patrzę na to, co dzieje się wokół, mam wrażenie, że ta wizja apokalipsy nie jest już symbolem przyszłości – ona jest naszą codziennością. Nie ma już świętości. Zatraciliśmy szacunek wobec religii, instytucji, wobec samych siebie. Świat wokół trzeszczy w szwach, jakby każda z jego części była osobnym mechanizmem skazanym na zagładę.

Rozglądam się i widzę ten paradoks: nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu możliwości, tylu środków komunikacji, tylu platform, na których można budować wspólnoty. A mimo to jesteśmy bardziej podzieleni niż kiedykolwiek. Czekam na moment, gdy ta misterna, choć spróchniała konstrukcja, w końcu runie. Może nawet już się wali, tylko jeszcze tego nie zauważyliśmy.

Kiedy słyszę człowieka witającego się słowami „Szczęść Boże”, a zaraz potem widzę, jak z pogardą traktuje innych – tych „gorszych”, „obcych”, „nie swoich” – zastanawiam się, czym dziś jest wiara. Czy to tylko etykieta, którą przyklejamy sobie dla komfortu? A głowa wielkiego państwa, która publikuje swoje zdjęcie na tronie papieskim w białej tiarze – co to mówi o naszym stosunku do autorytetów? Profanacja przestała szokować. Stała się narzędziem autopromocji.

Nie potrafię milczeć. Problem nie w tym, że mnie to złości – po prostu boli. Każda z takich sytuacji to jak kolejne pęknięcie na murze, który kiedyś wydawał się nie do ruszenia.

Nie rozumiem pacjenta rzucającego się z nożem na lekarza. Nie rozumiem, dlaczego ratownik medyczny, wychodząc z karetki, musi zakładać kamizelkę szturmową, jakby szykował się do wojny. Nie rozumiem… Czy ktoś może mi to jeszcze wyjaśnić? Czy naprawdę już weszliśmy w świat, w którym każdy jest potencjalnym wrogiem?

Mówi się, że król jest drugi po Bogu, że jest naznaczony przez biskupa, że należy mu się szczególny szacunek. A dziś? Dziś kampania prezydencka wygląda jak kabaret. „Startuję na prezydenta dla zabawy”, „500+ dla każdej świni, także dla człowieka, który uważa się za świnię” – to nie są żarty w piwnym barze, to wypowiedzi kandydatów. Czy to jeszcze demokracja, czy już tylko teatralna farsa?

I co z naszymi symbolami? Barwy biało-czerwone, które przez dziesięciolecia były znakiem walki o wolność i tożsamość, dziś są rekwizytem wyborczym. Polska flaga staje się papierową chorągiewką w grze politycznej, podrzucaną z rąk do rąk, aż w końcu traci znaczenie. Kiedyś była świętością, dziś jest gadżetem.

Odnoszę wrażenie, że kibol spod stadionu okazuje więcej szacunku dla barw swojego klubu niż niektórzy dla symboli narodowych. Więcej troski widzimy wobec bezdomnego psa niż wobec drugiego człowieka. Jakie wartości naprawdę nam zostały? Czy jeszcze mamy jakiś kompas moralny, czy już tylko dryfujemy, licząc, że przypadek wskaże nam drogę?

Nie chcę być prorokiem katastrofy, ale trudno mi się nie zastanawiać: dokąd zmierzamy?

Czekam na czwartego jeźdźca…

Share this content:

Joanna

Felietonistka, z infoserock.pl współpracowała od czerwca 2024r do maja 2025r

Jeden komentarz

Paulina Zielona

Trudno się nie zgodzić z Twoimi słowami. Przypomina się powiedzenie człowiek człowiekowi wilkiem. We mnie żywe jest jednak inne przysłowie związane z wilkami. W każdym z Nas żyją dwa wilki, dobry i zły, który zwycięża? Ten którego karmisz.
Żeby coś się zmieniło trzeba zacząć zmieniać siebie.
Świetny artykuł. W punkt po ostatniej masakrze na UW.

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.