Serock – gmina turystyczna, czyli jak pięknie brzmi na papierze

Serock – gmina turystyczna, czyli jak pięknie brzmi na papierze

Z najnowszych ankiet konsultacyjnych do strategii rozwoju Gminy Serock na lata 2026–2035 wynika jasno: Serock to gmina turystyczna. Taki oto wniosek wysnuto z 214 wypowiedzi mieszkańców. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mieszkańców jest… ponad 15 tysięcy. Czyli mniej więcej tylu, ilu ludzi tygodniowo odwiedza serocką plażę, kiedy temperatura przekroczy 27°C i zaczyna brakować miejsca nawet dla mew.

No ale skoro już mamy taki status, skoro już ogłoszono, że turystyczność płynie tu szerokim nurtem Narwi, to warto zapytać: czy Serock faktycznie spełnia warunki miejscowości turystycznej?

Miejscowość turystyczna – co to w ogóle znaczy?

Nie wystarczy ładna okolica i jezioro. Serio. Tak mówi każdy podręcznik do podstaw turystyki. Miejscowość turystyczna to taka, która – oprócz walorów przyrodniczych – oferuje turystom pełną obsługę: infrastrukturę rekreacyjną, gastronomiczną, noclegową, informacyjną i komunikacyjną. Musi być przygotowana do przyjęcia ludzi z zewnątrz, ich potrzeb, oczekiwań i zachcianek. Turyści nie przyjeżdżają przecież tylko po to, żeby popatrzeć na rzekę i pojechać dalej. Przynajmniej nie powinni.

I co tu kryć – Serock ma potencjał. Przyroda robi wrażenie. Narwiańskie zakola, Jezioro Zegrzyńskie, lasy, czyste powietrze, niebo pełne bocianów i wędkarze pełni nadziei. Można tu wypocząć, można złapać oddech. Ale… tylko do momentu, aż przyjdzie potrzeba skorzystania z toalety. Albo kupienia obiadu. Albo zaparkowania auta.

Turysta przyjeżdża… i co dalej?

– Idzie na plażę w Serocku – malowniczą, ale wielkości dużej chusteczki higienicznej. W sezonie przypomina ona planszę do gry w „Zgadnij, kto leży obok ciebie”. Leżak przy leżaku, dzieci biegają w panice, a turyści kluczą między kocami niczym żurawie nad rzeką.
– Chce załatwić potrzeby fizjologiczne – a tu niespodzianka! Toaleta? Może jest. Może działa. Może nawet nie jest zamknięta na kłódkę. Ale trzeba jej szukać jak wykrywaczem metalu ukrytego skarbu. Więc ludzie „załatwiają się” po swojemu – czyli tam, gdzie drzewa lub krzaki rosną najgęściej.
– Chce coś zjeść – a tu rzut oka na ofertę: buła, kebab, lody. Może jeszcze frytki w tekturce. I oczywiście wszystko „dla turysty”, czyli drożej niż w stolicy. Tylko że… gdzie lokalna kuchnia? Gdzie smak regionu, który turysta zapamięta i opowie znajomym: „Ale jadłem w Serocku! Niebo w gębie!”?

Na razie Serock jest gastronomicznie jak każde inne miejsce przypadkowe. Kebab z sosami, buła z czymś tam, lody w hipsterskim smaku „solony karmel z pędem bambusa”. A przecież można by serwować ryby z Narwi, lokalne pierogi, zupy sezonowe, miody z pasiek, kiszone ogórki, nalewki. Czy naprawdę musimy udawać, że jesteśmy gastronomicznym przedłużeniem stacji benzynowej? Owszem mamy kilka ekskluzywnych lokali, jedna na początku Serocka, druga poza nim.

A może wieża widokowa?

W planach rozbudowy infrastruktury pojawia się jeszcze jeden ambitny punkt: wieża widokowaamfiteatr. Świetnie brzmi. Tylko trochę jak żart. Bo jeśli brakuje wiaty z ławką, ścieżki rowerowej z oznakowaniem, kosza na śmieci w parku i toalety, której nie trzeba szukać z lupą w ręku, to może warto zacząć właśnie od tego?

Budować wieżę widokową w miejscu, gdzie turysta nie wie, w którą stronę iść – to jak wieszać firanki w domu bez dachu. Po co patrzeć z góry, skoro u podstaw mamy chaos? Wieża widokowa może być świetna – ale najpierw zadbajmy o widok na rzeczywistość.

A młodzież?

Młodzież w turystycznym Serocku – czy ktoś w ogóle o niej myśli? Mamy Centrum Kultury i Czytelnictwa. I bardzo dobrze. Tylko że młodzież niekoniecznie chce tam spędzać czas, jeśli nie ma tam miejsca dla siebie. Nie chodzi o kolejny wykład, ale o strefę chilloutu, muzykę, miejsce spotkań, działania z inicjatywy młodych. Czy ktoś ich pytał, czego potrzebują? Może warto zacząć strategię od rozmowy z tymi, którzy będą ją współtworzyć.

Bo jak na razie – młodzi mają ławkę nad rzeką lub w parku. Do momentu aż ktoś ich z niej przegoni. A przecież można by zrobić ciekawą przestrzeń z planszówkami, kino plenerowe. Tylko trzeba chcieć.

A mieszkańcy?

Na razie mieszkańcy z turystyki mają głównie:
– hałas,
– korki,
– śmieci,
– i ludzi załatwiających się po krzakach.

Czyli krótko: zgryzotę.

A przecież turystyka może być opłacalna. Może tworzyć miejsca pracy, wspierać lokalnych rękodzielników, producentów żywności, gastronomię. Może finansować rozwój gminy, remonty, szkoły, oświetlenie. Tylko musi być zarządzana z głową – z myślą o mieszkańcach, nie tylko o przyjezdnych.

Na razie mamy strategię. I ankiety.

A na plaży tłum. W krzakach zapach. W menu kebab.
Zaczynamy więc turystyczną przygodę z dużym potencjałem – i zerową infrastrukturą.

Serock ma wszystko, czego trzeba, by stać się prawdziwą perłą nad Narwią. Ale musi zejść z papieru – na deptak, do toalety, na plażę i do kuchni.
I wtedy – być może – turystyka przestanie być żartem, a zacznie być szansą.
Dla wszystkich.

Share this content:

Andrzej Woźniak
Andrzej Woźniak

Jako redaktor i copywriter pomagam opowiadać historie, które zostają w głowie. Pracuję z markami, organizacjami i ludźmi, którzy chcą mówić wyraźnie i autentycznie. Piszę tak, aby czytać się chciało do końca. Na co dzień współpracuję z wieloma redakcjami, tworząc treści, które informują, angażują i zostają w pamięci. Interesuję się politologią, a w wolnych chwilach z przyjemnością sięgam po książki kryminalne.

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.