Wróciłem właśnie z wakacji. Prawdziwych, prywatnych, bez diet, służbowych samochodów i faktur rozliczanych z budżetu gminy. Kilka dni oddechu, wreszcie czas na lekturę i kubek kawy bez pośpiechu. Po powrocie – wiadomo – skrzynka mailowa zapełniona. Jedna wiadomość szczególnie przyciągnęła moją uwagę: odpowiedź z Urzędu Miasta i Gminy Serock na wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Delegacje służbowe burmistrza, jego zastępcy, przewodniczącego rady miejskiej i radnych w okresie ostatniego roku. Tylko te, które trwały dłużej niż dobę – bo wiadomo, to one kosztują najwięcej i – z założenia – powinny nieść ze sobą najwięcej wartości.
Przeglądam. I przyznam: imponujące. Serock nie siedzi w miejscu. Litwa, Włochy, Węgry, Czechy, Bułgaria, a w kraju: Katowice, Mikołajki, Dzierżoniów… Delegacje partnerskie, konferencje, festiwale, uroczystości. Można pomyśleć – gmina mobilna, nowoczesna, rozbudowująca swoje sieci kontaktów. Czy to źle? Absolutnie nie. Tyle tylko, że… to wszystko kosztuje. Zestawienie mówi jasno: ponad 11 000 zł wydanych z budżetu gminy – a przecież to tylko kwoty udokumentowane. Rzeczywiste koszty mogą być znacznie wyższe, bo nie każda pozycja zawiera np. koszty transportu służbowym autem, dodatkowe noclegi czy wspólne kolacje.
Niektóre przykładowe kwoty:
- Ignalina (Litwa) – 6 osób, diety ok. 250 zł/os. = 1 500 zł
- Celleno (Włochy) – 2 osoby, podróż, diety, noclegi = 3 236,90 zł
- Dryanovo (Bułgaria) – 2 osoby, loty i diety = 1 383,46 zł
- Balatonalmádi (Węgry) – 2 osoby, transport i dieta = ok. 1 650 zł
- Mikołajki – udział w Europejskim Kongresie Samorządów = 1 605,50 zł
- Katowice – Forum Kapitału i Finansów = 188,71 zł
- Radzionków–Tarnowskie Góry – koszt transportu prywatnego = 763,60 zł
- Lanskroun (Czechy) – diety ok. 43–102 zł/os. = ok. 250 zł
- Dzierżoniów – dwie delegacje, brak pełnych kosztów, szacunkowo ok. 800 zł
Razem: ok. 11 000 zł. I to tylko na podstawie danych udokumentowanych. Faktyczna kwota może być znacznie wyższa.


Żeby nie być jednostronnym – są wyjazdy, które mają sens i przynoszą wymierne efekty. Przykład? Celleno we Włoszech – z tej wizyty wynika coś bardzo konkretnego: zapowiedź reaktywacji programu wymiany młodzieży. To nie tylko symbolika – to inwestycja w relacje, język, kompetencje i otwartość kolejnych pokoleń. Podobnie Ignalina na Litwie – w ramach projektu „Szkoła Całodziennego Nauczania” nawiązano współpracę edukacyjną dotyczącą dzieci ze specjalnymi potrzebami. Wymiana doświadczeń, wspólne warsztaty, praktyczne pomysły. To brzmi poważnie i potrzebnie.
Jest też „Balkan Nightingale” w Bułgarii – festiwal, na którym nasza młodzież nie tylko występowała, ale i integrowała się z rówieśnikami z innych krajów. To rozwój artystyczny i społeczny w jednym. Takie rzeczy się liczą. Zresztą – podobnie pozytywnie ocenić należy uczestnictwo burmistrza i przewodniczącego rady w Europejskim Kongresie Samorządów w Mikołajkach (koszty przejazdu pokryte ze środków prywatnych) czy Forum Kapitału i Finansów w Katowicach. To miejsca, gdzie można zdobyć wiedzę, wymienić doświadczenia, rozmawiać o funduszach, zarządzaniu, innowacjach. Tam powinna być gmina.
Ale… no właśnie. Nie każdy wyjazd da się tak łatwo obronić. Niektóre wyglądają, wybaczcie szczerość, raczej jak sympatyczne wizyty towarzysko-ceremonialne niż działania strategiczne. Czy naprawdę trzeba wysyłać czteroosobową delegację na święto miasta partnerskiego, żeby wręczyć proporczyk, zrobić zdjęcie na tle ratusza i napisać w księdze pamiątkowej kilka słów po polsku? Czy obecność na lokalnym festynie na Węgrzech lub w Czechach, zakończona wspólną kolacją i uroczystym toastem, przynosi Serockowi coś więcej niż miłe wspomnienia i lajki na Facebooku?
Nie mam nic przeciwko zdjęciom. Naprawdę. Kto z nas nie lubi pochwalić się ładną fotką z zagranicy? Jeśli jedynym śladem po delegacji są fotografie z muzeum, wystawy czy urokliwego rynku – to coś tu nie gra. Brakuje merytorycznych relacji. Gdzie są podsumowania, raporty, informacje o efektach? Co ustalono? Co można wdrożyć u nas? Co przeszczepić? Co się nie sprawdziło? Albo, chociaż – co nas zainspirowało?
A gdzie szukać relacji, jeśli nie na stronie serock.pl czy oficjalnym profilu gminy? Tu z pomocą przychodzą niezawodne fanpage’e niektórych radnych. To na nich – między selfie z ratuszem a selfie z flagą – znajdziemy wzmianki o tym, co się działo. Czasem więcej niż z oficjalnych źródeł. I chwała im za to – bo chociaż narracja często bardziej przypomina pamiętnik z podróży niż notatkę służbową, to przynajmniej ktoś próbuje opowiedzieć o kulisach tych wyjazdów.
Nie krytykuję partnerstw miast – to ważne. Rozumiem, że dyplomacja lokalna też ma swoją etykietę. Ale w czasach, gdy każdą złotówkę publiczną warto oglądać dwa razy, naturalne jest, że mieszkańcy oczekują czegoś więcej niż tylko relacji z fontanny i toastu za przyjaźń. Chcemy wiedzieć: co z tych wyjazdów przywożone jest do Serocka oprócz proporczyków?
Nie mam wątpliwości, że gmina musi się rozwijać także na zewnątrz. Żyjemy w czasach sieci współpracy, a nie zamkniętych granic. Budowanie kontaktów, wzmacnianie relacji międzynarodowych, udział w forach, kongresach, spotkaniach eksperckich – to wszystko może przynieść korzyść nie tylko urzędnikom, ale przede wszystkim lokalnym przedsiębiorcom, organizacjom społecznym i mieszkańcom. Potrzebujemy gminy, która potrafi korzystać z kontaktów zagranicznych w sposób strategiczny – by ściągać inwestycje, wymieniać doświadczenia, zdobywać finansowanie, nawiązywać współpracę gospodarczą i kulturową, która realnie przekłada się na lokalny rozwój. Bo promocja Serocka nie polega wyłącznie na pokazywaniu znajomych twarzy – lecz na pokazywaniu potencjału naszej gminy. Jeśli delegacje mają prowadzić do projektów, które pomogą serockim przedsiębiorcom, rzemieślnikom, szkołom czy stowarzyszeniom – to niech będzie ich jak najwięcej. Jeśli mają jedynie wspierać wizerunki, a nie działania – to może wystarczy jeden baner i selfie.
Dlatego moja subiektywna, ale szczera propozycja brzmi: po każdej takiej podróży publikujcie nie tylko zdjęcia – ale konkretne wnioski, działania, inspiracje. Relacja z wyjazdu to nie powinien być album z wakacji – tylko odpowiedzialny dokument pracy publicznej. Przecież nie jeździcie tam prywatnie. A skoro robicie to w imieniu mieszkańców i na ich koszt – bądźcie z nimi w tym uczciwi.
Bo jeśli jedynym efektem będzie kolejna galeria zdjęć z wyjazdu, to – z całym szacunkiem – nie potrzeba nam delegacji. Wystarczy dobrze opłacony grafik z kontem na Instagramie.
Zbliża się koniec lipca, wakacje w pełni. Na plażach leżaki, w miastach sezon ogórkowy, a w urzędach – czas na planowanie kolejnych wizyt studyjnych. Może do któregoś z miast partnerskich znów przyjedzie zaproszenie? Może znowu flaga, proporczyk, wspólny obiad i kilka zdjęć z rynku. Oby tylko tym razem, oprócz lodów w cieniu ratusza, przywieźć też coś więcej – chociażby jeden pomysł, który sprawi, że Serock będzie lepszym miejscem do życia.
Bo wakacje wakacjami, ale rzeczywistość po urlopie szybko wraca. A w niej – mieszkańcy, którzy chcieliby wiedzieć nie tylko gdzie byliście, ale po co. I co z tego mają ci, którzy zostali.
Zatem wszystkim delegatom życzę udanego lata. I owocnych relacji – najlepiej takich, które da się potem opisać nie tylko w podpisie pod zdjęciem, ale w konkretach budżetu, strategii, decyzji. A wszystkim mieszkańcom – zasłużonego odpoczynku. Takiego, na jaki pracują cały rok. Bez diety, ale z satysfakcją.
A Wy? Co o tym sądzicie? Czy tego typu eskapady samorządowców są Waszym zdaniem potrzebne? Czy widzicie w nich wartość, czy może raczej kosztowny PR? A może ktoś z Was spotkał się z pozytywnym efektem takich wyjazdów? Ciekaw jestem Waszych opinii – bo w końcu to nie tylko władze wyjeżdżają, ale cała wspólnota ponosi koszty.
Share this content:











Opublikuj komentarz