Patrzeć władzy na ręce – tak. Ale z głową

Patrzeć władzy na ręce – tak. Ale z głową

W zdrowym społeczeństwie obywatelskim kontrola władzy nie jest fanaberią. Jest fundamentem państwa prawa. To dzięki aktywnym obywatelom decyzje publiczne są bardziej przejrzyste, a instytucje działają sprawniej i ostrożniej. Władza – czy to samorządowa, czy centralna – musi mieć świadomość, że ktoś patrzy jej na ręce, zadaje pytania, analizuje dokumenty, domaga się wyjaśnień. To nie jest konflikt. To naturalny mechanizm równowagi.

Zadawanie pytań, składanie wniosków o dostęp do informacji publicznej, inicjatywy lokalne, udział w konsultacjach – to wszystko nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek świadomego obywatela. Tam, gdzie obywatel milczy, bardzo szybko pojawia się wygoda władzy. A tam, gdzie pojawia się wygoda, często znika transparentność.

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy aktywność obywatelska traci swoją jakość.

Coraz częściej można spotkać sytuacje, w których do urzędów trafiają pisma oparte na fikcyjnych podstawach prawnych, zawierające odniesienia do nieistniejących wyroków sądów, błędnie cytowane przepisy albo całkowicie zmyślone konstrukcje prawne. Dokumenty takie często są napisane językiem formalnym, brzmią przekonująco, czasem wręcz imponująco – ale po bliższym przyjrzeniu się okazują się pozbawione realnej wartości.

I tu trzeba uczciwie powiedzieć: sam fakt, że takie pisma powstają, nie jest jeszcze czymś złym. Wręcz przeciwnie. To sygnał zmiany społecznej. To znak, że obywatele przestają być bierni, że zaczynają sięgać po swoje prawa, że próbują uczestniczyć w życiu publicznym. Społeczeństwo obywatelskie zawsze rodzi się w pewnym chaosie, w procesie uczenia się, prób i błędów.

Można więc zrozumieć pomyłkę. Raz, drugi. Błędne powołanie przepisu, nieprecyzyjne sformułowanie, nieaktualna podstawa prawna – to wszystko się zdarza. Problem zaczyna się wtedy, gdy błędy przestają być incydentem, a zaczynają być metodą działania.

Szczególnie widoczne jest to dziś w kontekście korzystania z narzędzi takich jak ChatGPT. To narzędzie potrafi tworzyć teksty płynne, logiczne, przekonujące. Problem w tym, że potrafi też – jeśli nie zostanie właściwie użyte – generować treści, które tylko sprawiają wrażenie prawdziwych. Dodaje przepisy, których nie ma, tworzy orzeczenia, które nigdy nie zapadły, łączy fakty w sposób, który brzmi sensownie, ale nie ma oparcia w rzeczywistości.

Jednorazowe użycie bez weryfikacji można zrozumieć. Ale powielanie takich praktyk – kopiowanie gotowych treści bez sprawdzenia – trudno uznać za działanie poważne. To już nie jest aktywność obywatelska. To jej imitacja.

I niestety, skutki są bardzo konkretne.

Po pierwsze – dochodzi do ośmieszenia samego autora. Urzędnik, który kolejny raz widzi pismo oparte na nieistniejących podstawach prawnych, przestaje traktować nadawcę jako partnera. Zamiast dialogu pojawia się dystans, a czasem wręcz ironia.

Po drugie – cierpi na tym cała idea kontroli społecznej. Bo jeśli urzędy zaczynają kojarzyć „obywatelskie wnioski” z niską jakością i brakiem rzetelności, to przestają reagować z należytą powagą także na te dobrze przygotowane.

Po trzecie – instytucje publiczne po prostu się uodparniają. W miejsce otwartości wchodzi formalizm, w miejsce rozmowy – procedura. Każde kolejne pismo trafia do tej samej szuflady: „do odhaczenia”.

Dlatego kluczowe jest jedno: wiarygodność.

Jeśli chcemy być traktowani poważnie, musimy działać poważnie. A to oznacza weryfikację. Sprawdzenie. Zatrzymanie się na chwilę przed wysłaniem pisma.

Jak to zrobić w praktyce?

Po pierwsze – sprawdzaj przepisy. Każdy artykuł, na który się powołujesz, powinien istnieć i obowiązywać. Najprostszym narzędziem jest Internetowy System Aktów Prawnych (ISAP). To oficjalne źródło, które pozwala upewnić się, że ustawa jest aktualna, a przepis nie został uchylony.

Po drugie – weryfikuj orzecznictwo. Jeśli pojawia się wyrok, musi mieć swoją sygnaturę i musi dać się odnaleźć. Warto korzystać z Portalu Orzeczeń Sądów Powszechnych czy baz Naczelnego Sądu Administracyjnego. W bardziej zaawansowanej pracy pomocne są systemy informacji prawnej, takie jak czy .

Po trzecie – zadawaj GPT właściwe pytania. Nie tylko „napisz pismo”, ale: – „podaj konkretną podstawę prawną”
– „czy ten przepis obowiązuje?”
– „podaj sygnaturę i źródło orzeczenia”
– „wskaż, gdzie mogę to zweryfikować”

To nie gwarantuje nieomylności, ale znacząco zwiększa jakość odpowiedzi.

Po czwarte – traktuj GPT jako narzędzie pomocnicze, nie jako autorytet. To nie jest prawnik. To nie jest źródło prawa. To jest system, który pomaga formułować myśli – ale nie odpowiada za ich prawdziwość.

I wreszcie – najważniejsze: czytaj to, co podpisujesz. Odpowiedzialność zawsze spoczywa na człowieku. Nie na algorytmie.

Bo brak weryfikacji to nie tylko kwestia wizerunku.

To mogą być realne konsekwencje prawne. Pismo oparte na fikcyjnych podstawach może zostać pozostawione bez rozpoznania, uznane za bezzasadne albo odrzucone. W postępowaniach administracyjnych i sądowych może to oznaczać przegraną sprawę, a czasem także obowiązek pokrycia kosztów.

W skrajnych przypadkach – gdy ktoś świadomie posługuje się nieprawdziwymi informacjami, powołuje na nieistniejące orzeczenia czy tworzy „dowody”, które nie mają pokrycia – może pojawić się problem odpowiedzialności za wprowadzanie organu w błąd. I to już przestaje być sprawa jakości pisma, a zaczyna być sprawą prawną.

Nie chodzi o straszenie. Chodzi o świadomość.

Bo aktywność obywatelska to ogromna wartość. To siła, która może realnie zmieniać rzeczywistość. Ale tylko wtedy, gdy opiera się na rzetelności.

Możemy pisać, pytać, składać wnioski, inicjować działania. I powinniśmy to robić.

Ale jeśli chcemy, żeby po drugiej stronie był szacunek – a nie uśmiech politowania – musimy zadbać o jedno: żeby to, co składamy, było prawdziwe.

Bo między aktywnym obywatelem a niepoważnym petentem granica jest cienka. I przebiega dokładnie tam, gdzie kończy się weryfikacja.

Na sam koniec warto jednak przypomnieć coś jeszcze ważniejszego: samo pytanie ma sens. Nawet jeśli nie zawsze jest idealne, nawet jeśli czasem jest niedoskonałe. To właśnie pytania budują społeczeństwo obywatelskie. To one zmuszają władzę do odpowiedzi, do refleksji, do działania w granicach prawa i przejrzystości. Bez pytań nie ma kontroli. Bez kontroli nie ma odpowiedzialności. A bez odpowiedzialności władza bardzo szybko przestaje być służbą, a zaczyna być wygodą. Dlatego pytajmy — ale tak, by nasze pytania coś znaczyły. Bo dobrze postawione pytanie potrafi zmienić więcej niż najdłuższe, ale puste pismo.

Share this content:

Łukasz Rotengruber

Menadżer, społecznik, związkowiec, stały mediator sądowy - spec. Prawo cywilne, rodzinne, gospodarcze i pracownicze, redaktor naczelny infoSerock.pl. z wykształcenia specjalista Prawa Pracy, starszy insp. BHP, specjalista da audytu wewnętrznego, doktorant z zakresu n.prawnych, teolog i filozof.

Jeden komentarz

dd

“W bardziej zaawansowanej pracy pomocne są systemy informacji prawnej, takie jak czy” – ciekawe w kontekście rady by sczytyać pisma po AI

Opublikuj komentarz

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.